Wiesz, jak to jest rzucić wszystko i oddać się swojej pasji?
A ja wiem!
No, to może po kolei.
Pracę jako asystent fryzjera zacząłem w 2010 roku, a wszystko po to, by móc opłacić czesne za studia na kierunku Informatyki. Serio!
Po licznych szkoleniach w kraju, jak i za granicą, postanowiłem rzucić studia (to też nie są żarty) i oddać się bez reszty kunsztowi fryzjerskiemu.
Po dwóch latach szkoleń, targów, pokazów fryzjerskich, warsztatów zostałem fryzjerem-stylistą.
Pracowałem w Katowicach, ale postanowiłem przenieść się do rodzinnych Piekar Śląskich. I tak po paru latach, ulegając namowom klientek, żony i rodziny, nie miałem w zasadzie wyjścia- musiałem założyć własny salon fryzjerski- miRRor Shine.
Czy było warto rzucać studia? Przyjdź i oceń!